sobota, 10 stycznia 2015

Absurd siedemnasty.



Kolejnego dnia obudziło mnie delikatne pukanie do drzwi. Przeciągając się wstałam z łóżka, by sprawdzić kto ma do mnie jakąś sprawę tak wcześnie rano(była ósma). Uchyliłam delikatnie drzwi, a do mojego pokoju wcisnął się Bartek. Zanim zdążyłam w jakikolwiek sposób zareagować wziął mnie w ramiona(mało mnie nie przewracając, dobrze, że zdążył mnie złapać) i pocałował.
- Dzień dobry kochanie - odparł uśmiechnięty.
- Um, cześć - odparłam niepewnie.
- Coś nie tak? - zapytał zaniepokojony.
- Nie. Po prostu mnie zaskoczyłeś.
- Czym?
- Przypływem miłości.
- Oj Zuza! W końcu jesteśmy razem, kochamy się. Mógłbym wykrzyczeć całemu światu jak bardzo szczęśliwy jestem! - Kurek powiedział to z tak uroczą miną, że normalnie się rozczuliłam. Jak na widok małego, słodkiego szczeniaczka. Choć musiałam przyznać, że Bartek wyglądał lepiej ( Nie wierzę, że to przyznałam. Co ta miłość robi z ludźmi).
- Jesteś kochany - mruknęłam, wtulając się w niego. - I dzięki temu wybaczam ci to, że mnie obudziłeś.
- Doceniam to. A teraz się zbieraj, idziemy na śniadanie! - rzucił, rozsiadając się na moim łóżku.
- Co ty właściwie robisz? - zapytałam jeszcze.
- No jak to? Zamierzam na ciebie poczekać - puścił mi oczko. - No już, szykuj się!
Nie czekając, aż nasza dyskusja rozwinie się bardziej, podeszłam do szafy, z której wyjęłam, z uwagi na ładną pogodę za oknem(czułam, że będzie ciepło), krótkie granatowe spodenki i białą bluzkę na grubych ramiączkach. Idąc do łazienki ponownie musiałam przejść koło Bartka, co on wykorzystał, puszczając mi buziaka, kiedy mój wzrok napotkał jego. W odpowiedzi popukałam się w głowę, jednocześnie szeroko się uśmiechając, a następnie zniknęłam za drzwiami.
Odłożyłam ubrania na szafeczkę, rozebrałam się i weszłam do kabiny. Odkręciłam kurek, a ciepłe krople przyjemnie otuliły moje ciało. Postanowiłam nie siedzieć pod prysznicem zbyt długo i nie kontemplować nad sensem życia tak jak zawsze, bo nie chciałam żeby Bartek dostał szału czekając na mnie(tak to sobie tłumaczyłam, przecież nie chodziło o to, że chcę z nim spędzać tyle czasu ile tylko się da), dlatego już po 10 minutach kończyłam myć zęby. Rozczesałam jeszcze włosy, zostawiając je by wyschły, ubrałam się i opuściłam pomieszczenie.
- Gotowa? - zapytał Kurek, kiedy mnie zobaczył.
- Jeszcze tylko znajdę telefon i możemy iść - odparłam.
- Tu leży - Bartek wskazał na szafkę koło łóżka, po czym podał mi poszukiwany przeze mnie przedmiot.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek. - Idziemy?
- Idziemy - usłyszałam, po czym siatkarz otworzył mi drzwi. Wyszliśmy na korytarz, uprzednio zamykając jeszcze mój pokój na klucz, po czym ruszyliśmy w kierunku windy.
- Nie wolisz iść schodami? - zapytałam Bartka, lekko się podśmiewając.
- Zamilcz - odparł, grożąc mi palcem. - Poradzę sobie.
- Jak chcesz. Tylko potem nie histeryzuj - pokazałam mu język i wsiadłam do windy, która właśnie stanęła na naszym piętrze. Zaraz za mną wsiadł Kurek, po czym wcisnął przycisk oznaczający parter.
- Jednak umiesz wcisnąć jeden - zakpiłam. Siatkarz w odpowiedzi tylko groźnie na mnie spojrzał, a ja uśmiechnęłam się niewinnie. I gdy tak czekaliśmy, aż winda zjedzie na dół (a jechała wolno, pewnie w wyniku ostatniej awarii) Bartek objął mnie od tyłu w pasie, opierając jeszcze swoją brodę na moim ramieniu.
- I co wyczyniasz? - zaciekawiłam się.
- Korzystam póki mogę.
- A co, planujesz już rozstanie? - dopytałam, odwracając się jego stronę i zarzucając mu ręce na szyję.
- Nie, tylko wciąż nie mogę uwierzyć w swoje szczęście i boję się, że zaraz wszystko pryśnie - odparł, zerkając mi głęboko w oczy.
- To uwierz - rzuciłam i pocałowałam go prosto w usta. - A teraz chodź, bo kiszki mi marsza grają - dodałam, a gdy drzwi od windy się otworzyły pociągnęłam go za sobą w kierunku stołówki.
Weszliśmy do pomieszczenia wciąż trzymając się za ręce, co od razu wzbudziło zainteresowanie reszty. Nie przejęliśmy się tym jednak, bo byliśmy zajęci szukaniem dwóch wolnych miejsc. Niestety, znaleźliśmy tylko jedno.
- Usiądź - nakazał mi Kurek. - Zorganizuję sobie jakieś krzesło i zaraz wracam. - dodał i już go nie było.
- Zuza? - zagaił Igła.
- Tak?
- Chcesz nam coś powiedzieć?
- Nie, nie chcę - odparłam, uśmiechając się pod nosem.
- Na pewno? - dopytywał libero.
- Na pewno.
- Jestem już - obok mnie pojawił się przyjmujący. - Przesuniecie się trochę? - zapytał, wskazując na przyniesione ze sobą krzesło.
- Tylko pod jednym warunkiem - stwierdził zaczepnie Fabian.
- Niby jakim?
- Powiecie nam co mają znaczyć te uśmiechy!
- Nie powiedziałaś im? - zapytał mnie Bartek.
- Czekałam na ciebie - odpowiedziałam, mrugając do niego.
- To miłe - odwzajemnił gest.
- No mówcie w końcu! - zirytował się Drzyzga. Kurek złapał mnie za leżącą na stole dłoń, co sprawiło, że rozgrywający ( i nie tylko) w końcu zrozumiał co chcemy wszystkim przekazać.
- Jesteście razem?!
- Jesteśmy - udzieliłam mu odpowiedzi, a Bartek mocniej ścisnął moje palce.
- Nareszcie!
- Wygrałem! - rzucił Piotrek. - Zator, wyskakuj ze stówki!
- Już, już - odparł skwaszony libero i niechętnie wręczył Nowakowskiemu ową kwotę.
- Serio się założyliście o to czy się zejdziemy? - zapytałam, zauważając przy okazji, że reszta także wymieniała się banknotami. - I to wszyscy?
- Zawsze to jakaś rozrywka - odpowiedział mi zadowolony Winiarski.
- Jesteście niemożliwi!
- Oj tam! Ważne, że cieszymy się waszym szczęściem.
- W sumie racja - skwitowaliśmy jednocześnie z Bartkiem, a potem w końcu zajęliśmy się jedzeniem.
                                                                    *
- Zuza, do holu ze mną pójdzie! - zawołał mnie Stefan, gdy zamierzaliśmy z chłopakami rozejść się po pokojach.
- Jasne, już idę - odparłam zdezorientowana, po czym zrobiłam to o co mnie prosił. - Mama? Co ty tutaj robisz?
- Musisz mi pomóc!
- Niby w czym?
- Zaopiekuj się bratem.
- Oszalałaś! Jestem w pracy, a nie na wakacjach!
- Nie przesadzaj, to tylko dziś! Nie mam co z nim zrobić, nie zabiorę go przecież ze sobą na spotkanie biznesowe.
- A tata nie może się nim zająć? - zapytałam jeszcze.
- Jest w delegacji.
- Niech będzie - skapitulowałam.
- Odbiorę go wieczorem. Dziękuję! - rzuciła moja mama i już jej nie było.
- Cześć Miki - powiedziałam, podchodząc do brata.
- Zuzia - krzyknął ucieszony i rzucił mi się na szyję. Kochany pięciolatek.
- Chcesz poznać siatkarzy słoneczko?
- Chcę - odparł niepewnie, odrywając się ode mnie.
- To chodź - wzięłam go na ręce i ruszyłam w stronę schodów, by udać się na odpowiednie piętro(wolałam nie jechać windą, bo mój brat się ich bał).
- A cóż to za uroczy chłopiec? - zapytał mnie Zagumny, gdy wpadliśmy na niego na korytarzu.
- Mój brat, Mikołaj - odpowiedziałam.
- Miło mi cię poznać - stwierdził Paweł, schylając się do niego i ściskając jego drobną łapkę na powitanie.
- Nie widziałeś Bartka?
- Chyba jest u siebie.
- Dzięki - uśmiechnęłam się. - Chodź kochanie, poszukamy go. - pożegnałam się z rozgrywającym i razem z Mikim udałam się do pokoju Bartka i Piotrka.
Zapukaliśmy do drzwi, a kiedy się otworzyły od razu wcisnęliśmy się do środka.
- To twoje? - zapytał mnie Nowakowski.
- Tak Piotruś, urodziłam dziecko mając 18 lat - rzuciłam z przekąsem.
- Serio? Bartek wie?
- O czym wiem? - zapytał wychodzący z łazienki Kurek.
- Zuza ma dziecko!
- Co? - zapytał zdezorientowany Bartek, a ja przewróciłam oczami.
- Nie słuchaj go - odparłam. - Poznaj proszę, to Mikołaj, mój brat.
- Cześć maluchu - schylił się do niego przyjmujący, ale Miki wyjątkowo się zawstydził i schował za moją nogą. - Chyba nie jest zbyt rozmowny. - stwierdził.
- Nie wiem dlaczego. Zawsze był otwarty nawet na obcych.
- Może Bartek mu się nie spodobał - rzucił Nowakowski, po czym sam podszedł do niego się przywitać. I okazało się, że najprawdopodobniej ma rację, bo z Piotrkiem Miki przywitał się bardzo chętnie. Tak samo jak z resztą siatkarzy, którzy przyszli go poznać jak tylko o nim usłyszeli.
                                                                      *
- Myślisz, że się do mnie przekona? - zapytał mnie po jakimś czasie Bartek, gdy obserwowaliśmy jak Mikołaj bawi się z Fabianem.
- Kiedyś na pewno - pocieszyłam go. - Bardzo bym tego chciała.
- Tak, ja też - odparł, wyglądając na lekko zasmuconego. Nie dziwiłam mu się, mi też było by przykro, gdyby ktoś ze znacznego grona ludzi nie polubił tylko mnie. Naprawdę miałam nadzieję, że Miki zaprzyjaźni się z Bartkiem. I zamierzałam zrobić wszystko, by do tego doprowadzić.
- Może zabierzemy go na spacer? - zapytałam. - Pójdziesz z nami?
- Nie wiem czy to dobry pomysł. Nie chcę by czuł się nieswojo.
- Proszę.
- W porządku.
- Miki? - zawołałam brata.
- Tak? - zapytał, podchodząc do mnie.
- Chcesz iść na spacer?
- Chcę!
- A możemy zabrać wujka Bartka? - poprosiłam cicho.
- Możemy - odparł po chwili namysłu.
- Cieszę się bardzo - przytuliłam go.
- Zuzia?
- Tak braciszku?
- A pójdziemy najpierw do łazienki? - zapytał cicho, lekko zawstydzony.
- Jasne, chodź - uśmiechnęłam się. - Bartek?
- Tak?
- Czekasz tutaj czy na dole?
- Na dole.
- Dobrze, to zaraz zejdziemy.
- W porządku - Kurek odwzajemnił mój uśmiech i rozeszliśmy się w swoje strony.
                                                                   *
Kiedy zeszliśmy na dół Bartek już czekał. Wyszliśmy więc z ośrodka i poszliśmy przed siebie.
- Jest tu w okolicy jakiś plac zabaw? - zapytałam go po jakimś czasie.
- Z tego co pamiętam, to tak i to całkiem niedaleko. Chcesz tam iść?
- Jeśli możemy.
- Dla ciebie wszystko - stwierdził Kurek, a ja w odpowiedzi ścisnęłam jego dłoń (bo końcu cały czas trzymaliśmy się za ręce).
Kiedy doszliśmy na miejsce mój brat od razu popędził na huśtawkę. Krzyknęłam jeszcze za nim, by na siebie uważał, po czym usiadłam na ławce tuż obok Bartka. Siatkarz objął mnie ramieniem, a ja przymknęłam powieki i oparłam na nim głowę.
- Cieszę się, że jesteś tu ze mną - szepnął mi do ucha. Wtuliłam się w niego mocniej, bo czułam dokładnie to samo. Tak naprawdę dopiero teraz czułam się najlepiej - potrzebna, a co najważniejsze kochana. I sama byłam zaskoczona czując to wszystko, tym bardziej, że tak długo broniłam się przed tym uczuciem. Ba, nawet nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że między mną a Bartkiem mogło by coś być. A tu proszę, czas bardzo szybko zweryfikował moje poglądy. A ja wcale nie byłam z tego powodu niezadowolona. I wszystko było dobrze, gdybym nie usłyszała płaczu mojego braciszka.
- Cholera jasna!
                                                                  *
Podbiegłam do brata, od razu próbując dowiedzieć się dlaczego płacze.
- Miki, co się stało? Słoneczko moje! - rzuciłam, mając nadzieję, że nie dolega mu nic poważnego. Chłopiec wtulił się we mnie, a ja sama nie wiedziałam co zrobić. Wpadałam w coraz większą panikę, bo jego płacz się nasilał, a ja stawałam się coraz bardziej bezradna. Dobrze, że był ze mną Bartek.
- Daj mi go - poprosił, a ja od razu to zrobiłam.
- Co się dzieje, smyku? Powiedz wujkowi, zaraz coś zaradzimy - przemówił do niego spokojnym tonem pełnym...miłości? Tak, chyba tak. I to chyba właśnie to spowodowało, że Mikołaj powoli przestał płakać, a następnie wskazał na swoje rozbite kolano, z którego leciała krew. - Kolano? No młody, twoja pierwsza poważna rana! Powoli stajesz się mężczyzną!
- Kochanie? - zwrócił się tym razem do mnie.
- Tak?
- Poczekacie chwilę? Skoczę do apteki.
- Nie trzeba...- nim dokończyłam, Kurka już nie było.
- No już słoneczko, przestań płakać. Bartek zaraz coś zaradzi - powiedziałam do Mikołaja, przecierając jego kolano chusteczką. - Powiesz mi co się stało?
- Zszedłem z huśtawki i chciałem do was podejść...ale potknąłem się i uderzyłem kolanem o kamień - powiedział cicho. - Jesteś zła?
- Oczywiście, że nie! Nawet tak nie mów! - przytuliłam go do siebie. W tym czasie wrócił Bartek, który zaraz uklęknął obok Mikiego i zaczął opatrywać mu ranę.
- Będzie lekko szczypać - uprzedził malca. - Ale ty jesteś silnym młodym chłopcem i na pewno wytrzymasz, prawda? - zapytał jeszcze, a mój brat w odpowiedzi kiwnął potakująco głową.- To uwaga! - chłopiec syknął, ale Kurek od razu zareagował i zaczął dmuchać na jego kolano, by mu ulżyć. Potem nakleił mu duży plaster i zadowolony z siebie spojrzał w jego stronę. Mój brat jednak był zbyt zainteresowany wzorem na opatrunku, by zwrócić na to uwagę.
- Patrz Zuzia, samochody! - stwierdził zachwycony, po czym w końcu spojrzał na Bartka, który wyglądał nieco mniej pewnie niż wcześniej. Ale nie minęła chwila, jak widziałam Mikołaja wtulającego się w Kurka. Chyba dzięki całej tej akcji ratowniczej malec w końcu się do niego przekonał. No, albo dzięki plasterkowi z samochodami. Pewnie to drugie wygrało.
- Wracamy? - zapytałam, kiedy zauważyłam, że mój brat ziewnął.
- Tak - odparł sennie, po czym całą trójką ruszyliśmy w stronę ośrodka.
                                                                  *
- Zuzia, nie mam siły dalej iść - stwierdził cicho Mikołaj, gdy byliśmy jakieś 15 minut drogi od ośrodka.
- Braciszku, już naprawdę niedaleko. Daj radę - poprosiłam.
- Daj spokój, nie ma go co męczyć. Chodź smyku, wezmę cię na barana - stwierdził Bartek, po czym schylił się tak, by Miki mógł bez problemu się na nie wdrapać, co też maluch uczynił. - Widzisz? Już możemy iść dalej. - uśmiechnął się.
- Tylko trzymaj się mocno! - poprosiłam brata i ruszyliśmy w drogę.
Dość szybko dotarliśmy do ośrodka. Udaliśmy się do mojego pokoju, gdzie Kurek ułożył Mikołaja na moim łóżku. Nim się obejrzeliśmy już spał. Nakryłam go jeszcze cienkim kocem, po czym usiadłam obok Bartka na drugim łóżku.
- Dziękuję - powiedziałam, całując go w policzek i wtulając się w niego.
- Za co? - zapytał.
- Za mile spędzony czas, a głównie za to, że tak dobrze zająłeś się moim bratem.
- Nie ma sprawy.
- Jest. Sam widziałeś, że ja sobie nie poradziłam. Gdyby nie ty, pewnie usiadłabym koło niego i też zaczęła płakać - stwierdziłam. - Chyba nigdy nie nauczę się jak reagować w sytuacji, gdy dziecko będące pod moją opieką zaczyna płakać, a ja nie wiem dlaczego.
- Nauczysz się. To kwestia obycia z takimi zdarzeniami - objął mnie mocniej.
-  A ty? Gdzie się tego nauczyłeś?
- Jak byłem młodszy mama często zostawiała pod moją opieką mojego brata, więc siłą rzeczy musiałem. Choć nie ukrywam, że początki były trudne.
- To znaczy?
- Długo trwało zanim zacząłem rozróżniać dlaczego płacze. A ile razy wypadł przeze mnie z wózka, to nawet nie zliczę. Na szczęście zawsze lądował na czymś miękkim.
- Naprawdę tak było czy mówisz to tylko po to, by mnie pocieszyć?
- Naprawdę. Możesz zapytać moich rodziców jeśli chcesz.
- Nie trzeba, wierzę ci - uśmiechnęłam się, a Bartek w odpowiedzi mnie pocałował.
A potem, nie wiem nawet kiedy sama zasnęłam. I to wynikało najpewniej z faktu, że w ramionach Kurka było mi niesamowicie ciepło i przyjemnie.
                                                                              *
- Kochanie, telefon ci dzwoni - powiedział cicho Kurek prosto do mojego ucha, co sprawiło, że się obudziłam. Bartek widząc to podał mi urządzenie, które od razu odebrałam.
- Słucham? - zapytałam zaspana.
- Zuzia? Tu mama. Za jakieś 10 minut będę u ciebie, zejdziesz z Mikim do holu?
- Tak, jasne.
- To do zobaczenia - dodała i się rozłączyła.
- Długo spałam? - zapytałam przyjmującego, wstając z łóżka.
- Jakieś 40 minut. Coś się stało?
- Co? Nie, mama niedługo będzie po Mikołaja. Musimy go obudzić.
- Zniosę go na dół, niech śpi.
- Jesteś cudowny.
- Przecież wiem. Za to mnie kochasz.
- A jaki pewny siebie!
- Cały ja! - rzucił, po czym delikatnie wziął mojego brata i tak jak powiedział, zniósł go na sam dół, gdzie czekała już moja mama. - Dobry wieczór - przywitał się z nią.
- Dobry wieczór panie...
- Bartek Kurek mamo. Mój chłopak - przedstawiłam siatkarza, a sposób w jaki to zrobiłam wywołał ogromny uśmiech na jego twarzy(w końcu pierwszy raz publicznie nazwałam go moim chłopakiem i to w rozmowie z moją matką).
- Miło mi pana poznać.
- Mi panią również. I proszę mi mówić po imieniu - stwierdził. - Pani wybaczy, że nie uścisnę ręki, ale nie mam jak - wskazał głową na śpiącego w jego ramionach Mikołajka.
- Rozumiem. A co on ma na kolanie? - zaciekawiła się.
- Mały wypadek, ale to tylko rozbite kolano. Bartek wszystko porządnie opatrzył.
- Bartek? Niech zgadnę, ty jak zwykle spanikowałaś.
- Znasz mnie nie od dziś.
- Oj Zuza - mama pokręciła głową z uśmiechem. - No dobrze, zabieram go. I dziękuję, że się nim zajęliście.
- Cała przyjemność po naszej stronie - stwierdził Kurek, a Miki poruszył się, a następnie otworzył zaspane oczka. - Obudziłem cię, smyku? - zapytał go.
- Nie - odparł mój brat, kiedy Bartek postawił go na ziemi. - Mama! - rzucił, gdy tylko ją zauważył.
- Cześć kochanie. Dobrze się dziś bawiłeś?
- Tak! Wujek jest super! Niósł mnie na barana i byłem tak wysoko! - odpowiedział, celowo przeciągając a w słowie "tak", by wyrazić jak bardzo mu się podobało.
- Cieszę się. Ale teraz wracamy już do domu, dobrze?
- A przyjedziemy tu jeszcze kiedyś? - zapytał mamę Miki.
- Myślę, że tak. Ale teraz już musimy jechać. Pożegnaj się ładnie i chodź do auta.
- Jesteś najlepszym wujkiem na świecie - powiedział do Bartka, gdy ten przy nim kucnął, a następnie przytulił go mocno.
- Bardzo mi miło - odparł siatkarz, odwzajemniając uścisk.
Gdy maluch już się od niego oderwał, mama poprosiła mnie jeszcze, bym odprowadziła ją do auta. Zgodziłam się.
- Fajny chłopak - stwierdziła, gdy zapinała Mikołaja w foteliku. - Długo jesteście razem?
- Od wczoraj.
- Widać, że mu na tobie zależy, bo jest wpatrzony w ciebie jak w obrazek.
- Mamo!
- Co mamo? Sama prawda. Kochasz go?
- Tak - odparłam szczerze.
- To dobrze, bardzo dobrze. Pielęgnuj to kochanie, bo to może być początek czegoś wspaniałego - powiedziała, przytulając mnie. - I trzymaj się. I dzwoń!
- Jasne - odparłam, całując jeszcze brata na pożegnanie w czoło. A kiedy mama odjechała, wróciłam do ośrodka.
- Czekałeś na mnie? - zapytałam zdziwiona, widząc Bartka wciąż stojącego w holu.
- No tak - odpowiedział z rozbrajającym uśmiechem.
- Kochany - odwzajemniłam uśmiech. - Ale teraz chodź już na górę, jestem padnięta.
- W porządku - złapał mnie za rękę i udaliśmy się na nasze piętro, by rozejść się do naszych pokoi. - Zajrzę do ciebie jeszcze za kilka minut.- stwierdził, gdy byliśmy już przy drzwiach.
- Dobrze - przytaknęłam, po czym weszłam do pokoju, gdzie od razu przeprowadziłam wieczorną toaletę i już w piżamie położyłam się do łóżka.
                                                                        *
Kiedy już praktycznie zasypiałam, do mojego pokoju(którego specjalnie nie zamknęłam) wszedł Kurek.
- Dobranoc - powiedział cicho, kiedy podszedł do łóżka, a następnie pocałował mnie w czubek głowy.
- Zostań - szepnęłam sennie.
- Jeśli chcesz - odparł. - Tylko pójdę powiedzieć Piotrkowi, że zostaję u ciebie.
- A mówiłeś mu jak wychodziłeś, że idziesz do mnie?
- No tak.
- To się domyśli gdzie jesteś.
-  W sumie racja - stwierdził, po czym podszedł tylko do drzwi i zamknął je na klucz. Ja w tym czasie zrobiłam mu miejsce, więc kiedy wrócił wystarczyło, żeby się położył, co też zaraz uczynił.  I kiedy poczułam jego ciepło wtuliłam się w niego tak, jak dziecko wtula się w swojego misia. A miarowe bicie jego serca pozwoliło mi spokojnie zasnąć i bez jakichkolwiek przeszkód przespać całą noc.
                                                                           ~.~

Nie wiem kiedy znów się tutaj pojawię( wybaczcie, student :P), dlatego zostawiam Was z dłuższym epizodem, który, mam nadzieję, wynagrodzi Wam czekanie. :)  Liczę, że się spodoba. Komentujcie, bo lubię poznawać Wasze opinie. :)

6 komentarzy:

  1. bartek i zuza powinni sie postarać o własnego Mikolaja. zdecydowanie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak szybko? :D Chyba jeszcze za wcześnie. :p

      Usuń
  2. Ależ tu słodko! Chyba nie byłam przygotowana na tak ogromną dawkę :D
    Oczywiście nie zrozum mnie źle - ja jestem jak najbardziej ukontentowana, że u naszych Gołąbeczków wszystko gra i trąbi.
    A nasi kadrowicze są jak paparazzi - nic się przed nimi nie ukryje :P
    Kiedy Stefan zawołał Zuzę, myślałam, że zamierza jej robić jakieś wymówki z powodu Bartka lub przynajmniej zastrzec, co wolno, a czego nie wolno robić im w trakcie zgrupowań, a tu proszę - mama Zuzy postanowiła skorzystać z jej uprzejmości i zostawić pod opieką braciszka. Tak sobie myślę, co by się stało, gdyby Kuraś rzeczywiście uwierzył Nowakowskiemu, że Miki to jej synek :P Pewnie znów wyniknąłby z tej sytuacji szereg nieporozumień :D
    Właściwie nie dziwię się, że Bartek stosunkowo szybko nawiązał dobry kontakt z młodym, w końcu ma w tej kwestii całkiem spore doświadczenie. A poza tym kto nie dałby się udobruchać plasterkiem z samochodami? ;) Mam nadzieję, że "najlepszy wujek na świecie" jeszcze będzie miał okazję się wykazać ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to przepraszam :P
      Bartek może i sprawia tutaj wrażenie lekko...niemądrego, ale wbrew pozorom aż tak głupi nie jest. No i Zuza odpowiednio szybko zdążyła zareagować na to, co wymyślił Piter, więc obyło się bez spięć. :)
      Nawet ja bym się takim plasterkiem udobruchała. :D
      Pozdrawiam również. :)

      Usuń
  3. Ojejku, ilość słodyczy przekroczyła dopuszczalny poziom. Podoba mi się to :)
    Siatkarze to jednak materialiści. Nie mogli przepuścić takiej okazji i musieli się założyć. Jak widać z połowicznym sukcesem, ale jednak. Szkoda, że Stefan się z nimi nie zakładał :D
    Mikołaj jest uroczy i fajnie, że przekonał się do Bartka. Mam nadzieję, że jeszcze pojawi się nieraz w opowiadaniu. A Kuraś to nawet zdążył już zapunktować u przyszłej teściowej :P To się nazywa mieć rozmach. Swoją drogą ciekawe jak bardzo trzeba nie ogarniać, żeby uwierzyć, że Zuza ma 5 letnie dziecko :D Pit zdecydowanie bije wszelkie normy ;)
    Pozdrawiam! Paula :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym opowiadaniu nie ma poziomu. W żadnej kwestii. :P
      Stefan tak bardzo nie ogarnia rzeczywistości, że pewnie nie zauważyłby nic, nawet gdyby siatkarze zakładali mu się przed nosem. :p
      Postaram się jeszcze kiedyś wprowadzić tu ponownie Mikiego, ale nic nie obiecuję. :p
      Oj tak, Piotrek w kategorii najbardziej nieogarnięty siatkarz w Reprezentacji wygrywa od razu. :p
      Pozdrawiam również. :)

      Usuń